niedziela

~Narty

Cześć hej i siema.

Dziś napisze wam w skrócie,jak spędziłam tydzień w górach.

Pierwszy dzień: Wstałam o 4:50,ubrałam sie,zjadłam śniadanie i dopakowałam kilka rzeczy. Pojechałam na PKS o 5:45 i pożegnałam się z mamą. Do Lewina Kłockiego jechałam ok. 9h.
Kawałek po 15 byłam na miejscu. Pokój miałam z przyjaciółką - Zuzią .Zjadłam obiado-kolacje i poszłam wypożyczyć sprzęt. Potem miałam czas dla siebie.

Drugi dzień: Drugiego dnia obudziłam się o 8:20 , ogarnęłam się i poszłam na śniadanie. Po śniadaniu ubrałam się w strój narciarski i pojechałam do Zieleńca na stok. Tam przypominałam sobie jeździć pługiem. W tym czasie poznałam trzy fajne osoby!
 Po 4h nauki wróciłam do pensjonatu i miałam czas dla siebie.

Trzeci dzień: Tym razem obudziłam się o 7:20 bo ktoś powiedział,że śniadanie jest za późno,więc przesuneli o godzinę mniej. Potem pojechałam na stok.
 Doskonaliłam swoje 'umiejętności' z instruktorem. Zjeżdżałam już z czerwonej trasy! Dla nie których to nic,ale ja jako początkująca,cieszyłam się że w miarę udawało mi się jeździć bez wywrotki.
Po obiedzie pojechaliśmy na basen/kręgle, Jak kto wolał. Ja wybrałam kręgle,ale i tak w nie nie grałam.
 A potem integracja. Nie poszłam na nią,bo byli tam sami dorośli ;-;


Czwarty dzień: Pomine już te codzienne czynności.
 Rano, zamiast jechać na stok o dziewiątej,pojechaliśmy na 'wycieczkę'. Zwiedziliśmy Bazylikę i góry stołowe. I w sumie to tyle z tej całej 'wycieczki'.
 Na stoku zamiast jeździć z instruktorem,jeździłam z dziewczyną starszą ode mnie o około 15 lat. Mimo że jest starsza,nie zmienia faktu że nie możemy razem jeździć. Instruktor uczył inną osobe,dlatego powiedział nam,że mamy poćwiczyć same. Jeździłyśmy nieco łagodniejszą trasą,by sie nie połamać,bo oby dwie dopiero zaczynałyśmy.
Potem wróciłam do pensjonatu i razem z przyjaciółką,spędziłyśmy trochę czasu na dworze,pilnując małego Olka.

Piąty dzień: Tego dnia,jeździłam z Magdą i Olkiem.
Iż Olek ma 8 lat,jeździłyśmy na niebieskim stoku. Trochę się ścigaliśmy.
Muszę powiedzieć,że dość szybko jeździ. Ale za to często się wywraca. Ja jeżdżę wolniej,ale bez upadków c:  Gdy została godzina jazdy,doszła do nas Zuzia i siostra Olka - Paula.
Wieczorem była kolejna integracja,na którą znów nie poszłam.

Szósty dzień: W czwartek jeździłam z Zuzią . Ponieważ ona zaczęła jeździć w wieku 3 roku życia, nie jeździła ze mną po łatwych trasach. Jeździliśmy po czerwonej trasie. Ale nie zwykłej czerwonej trasie. Jeździliśmy lasem i wyskoczniami (?) . Chodzi mi o takie górki,które pojawiały się na drodze. Jeżdżąc nimi,przez krótką chwilę, można by powiedzieć,że latałyśmy. Jadąc lasem,raz uderzyłam ręką w drzewo,bo nie mogłam wychamować (wjechałam na dużą górkę,i bardzo się rozpędziłam).
Tak spędziłam kolejne 4 godziny na stoku.

Siódmy dzień: Tego dnia dużo się działo.
Po śniadaniu,wyjechaliśmy na stok. Przez godzinę jeździliśmy tak jak piątego dnia. Lecz potem,dowiedziałam się,że mały Olek,jeździł na czarnej trasie, i co najlepsze - wywalił się tylko 2 razy! Pomyślałam więc,że też spróbuję,no bo czemu nie,skoro to ostatni dzień jazdy? Poprosiłam mamę Zuzi,żeby pojechała z nami (mną i Zuzią) za pierwszym razem. Powiem szczerze,że ta 'najtrudniejsza' trasa,będzie o wiele trudniejsza. Jak dla mnie,była łatwiejsza od czerwonej,ale cóż. Potem zjeżdżałam z Magdą,bo Zuzia zgłodniała i poszła jeść.
Na obiad był krupnik i ryba. Muszę przyznać,że posiłki tam,były naprawdę dobre!
 O 19 było ognisko. Jednak początek 'ogniska',był dla nas raczej bitwą na śnieżki. Ja i Zuzia VS inne dzieci. Nadal mam poździerane ręce od ostrego śniegu,ale warto było! :3
Po godzinie rzucania śniegiem,poszłyśmy do ognia żeby się ogrzać. Pomyślałam,że fajnie byłoby podpiec ziemniaki. Więc poszłam do sklepu po ziemniaki. Jednego dałam Zuzi,drugiego Olkowi a trzeciego zostawiłam dla siebie. Poznałam jednego chłopaka. Smażył z nami ziemniaki. Gdy byliśmy już we trójkę,wdrapałam się na drabinkę i jadłam ziemniaki u góry. Powiedzieli mi,że mam ugasić ogień. Ja. Więc skakałam po ogniu,myśląc że zaraz zgaśnie. Jednak moje skakanie nic nie dało. A popsułam sobie buty,i poparzyłam stopy.
 Pomimo tego,uważam że ten dzień był najlepszy ze wszystkich,w czasie tego pobytu w górach.

Ósmy dzień: Powrót do domu ;')


Ogólnie to mega mi się podobało ;3

A tu kilka fotek z wycieczki :